“Powrót”

Część II – Telefon

Wykręcił jej numer, odebrała.
– Halo
-Cześć mamo, to ja – zawsze witał się tak samo
– Wiem, wyświetliło mi się – odpowiedź matki też była standardowa
– Chciałem z Tobą porozmawiać – rozpoczął i głos ugrząsł mu w gardle.
Zwątpił czy w istocie jest sensowne opowiadać matce o próbie samobójczej i tym wszystkim co wydarzyło się
potem.
– O czym chcesz rozmawiać – zapytała, miał wrażenie, że z ciekawością, ale utracił już chęć mówienia, uznał, że to
nie rozmowa na telefon i nie z matką.
– W sumie o niczym to nie rozmowa na telefon – odrzekł i teraz chciał już ją zakończyć, poczuł lęk, że matka może zacznie dopytywać, że nie będzie wiedział co odpowiedzieć.
– Rozumiem, wpadnij kiedyś na kawę, to sobie pogadamy – rzekła cicho.
Poczuł ulgę, że nie chce znać szczegółów.
– Dobrze mamo, wpadnę, to pa – zgodził się, choć nie miał zamiaru odwiedzać jej w najbliższym czasie.
– Pa – odpowiedziała i rozłączyła się.
Rozmowa ta uświadomiła mu, że naprawdę oprócz matki nie ma nikogo do kogo mógłby zadzwonić.
Przypomniał sobie jak na terapii grupowej Pani Basia – sympatyczna, koło 60-tki, opowiadała, że utraciwszy wszystko i wszystkich stała się tak bardzo samotna, że życie ją przytłoczyło.
On też utracił wszystkich i siebie.
Została mu jedynie matka.
Przynajmniej odebrała, może nawet spróbowałaby zrozumieć gdyby opowiedział jej cokolwiek.
Wolał chyba nie pozbawiać się nadziei na bycie wysłuchanym.
Gdyby jej powiedział a ona nie podjęłaby rozmowy, nie wykazała zainteresowania to straciłby choćby złudzenia a
nie chciał tego.
Opadł na łóżko, jego walka by żyć dopiero się rozpoczęła a on już czuł się zmęczony.
W szpitalu wszystko wydawało mu się prostsze, teraz miał wrażenie, że znowu się komplikuje.
Wiedział, że musi znaleść pracę, z poprzedniej zrezygnował.
Chciał się wywiązać ze swoich obowiązków, więc po złożeniu wypowiedzenia pracował jeszcze 3 miesiące.
Spędził tam 10 lat, to była jego pierwsza poważna praca.
Podjął ją zaraz po studiach, przywiązywał się nie tylko do ludzi ale też miejsc.
Lubił stałość, przewidywalność i harmonię.
Ta praca mu to zapewniała.
Przypomniał sobie teraz swoją młodość.
Pierwszy epizod depresyjny miał miejsce kiedy miał może z 15 lat.
Był w ósmej klasie podstawówki.
Pamięta, że ogarnęła go wtedy taka niemoc, że przez kilka tygodni nie chodził do szkoły.
To były czasy kiedy nie prowadzało się dzieci do psychologów czy psychiatrów.
Już wtedy czuł, że świat nie wita go z otwartymi rękami.
Potem, kiedy był dorosły dostrzegał, że właśnie wtedy rozpoczęła się jego osobista droga krzyżowa.
Stacje kolejne osłabiały go, upadał, wstawał ale z coraz większym trudem.
Uginał się pod ciężarem krzyża, który życie założyło mu na plecy.
Nie zrobił przecież nic złego, chyba nikomu.
Był dzieckiem kiedy pierwszy raz ten jego krzyż okazał się nazbyt ciężki jak na jego wtedy wątłe ramiona.
Może gdyby matka zareagowała, zapisała go do psychiatry czy na jakąś terapię, może dziś nie byłby dorosłym mężczyzną z głową, w której mieściło się tyle bólu i żalu.
Jedyne co zrobiła wtedy to pozwoliła mu przez trzy tygodnie nie chodzić do szkoły.
Na usprawiedliwieniu napisała, że był nieobecny ze względu na chorobę.
Nadmieniła, że ma powiedzieć, że miał zapalenie płuc.
Powiedziałby tak gdyby ktoś spytał.
Nikt nie pytał, więc mógł milczeć, co było wtedy nawet po jego myśli.
W niedzielę przed rozpoczęciem czwartego tygodnia oznajmiła, że jutro idzie do szkoły.
Żadnej dyskusji, zapytania.
Gdy powiedział, że nie da rady odrzekła, że musi dać.
Tyle.
Tamten poniedziałek przywitał go deszczem, pamięta bardzo dokładnie, bo to jeden z gorszych dni w jego życiu.
Stał na przystanku w kałuży, głębokiej, ponad kostki.
Ubrał trampki, więc buty były przemoczone.
Był dzieckiem, młodym chłopakiem, któremu było bardzo trudno a matka nie potrafiła mu pomóc.
Przekroczył budynek szkoły, ten charakterystyczny zapach zawsze napawał go lękiem ale dziś była to panika, chciał
uciec ale nie bardzo wiedział dokąd miałby się udać.
Zresztą matka patrzyłaby na niego potem z takim smutkiem czy zawodem, że przywoławszy jej obraz w głowie
postanowił zostać.
Wszedł do klasy, było lekko po dzwonku.
Miał wrażenie, że wszyscy na niego patrzą z takim politowaniem czy pogardą.
Usiadł w ławce.
Rozpoczęła się lekcja.
Ta pierwsza była najgorsza, 45 minut wydawało się prawie wiecznością.
Potem już jakoś zleciało.
Pamięta, że jak wrócił do domu to był tak zmęczony, że spał już do końca dnia.
Dziś wie, że depresji nie zwalczy się siłą woli, ale wtedy matka mówiła mu, że jak będzie chciał by było dobrze to.tak będzie.
Wierzył jej dlatego czuł się jak ktoś dziwny, niepasujący, otoczony aurą smutku.

 

Z tych rozważań wyrwał go dźwięk telefonu.
Dzwonił jego poprzedni pracodawca z zapytaniem czy nie chciałby wrócić do pracy.
Powiedział, że to przemyśli.
W sumie mógłby, ale nie był pewien czy odnajdzie się ponownie w tym miejscu.
Miał jeszcze kilka dni na zastanowienie.
Zapadł zmrok, więc położył się spać.
Zasnął snem mocnym i nawet relaksującym, obudził się rano wypoczęty.
Słońce zaglądało w okno i poczuł coś czego nie doświadczał już bardzo dawno, że to słońce naprawdę go ogrzewa.
Ciepło odczuł.
Wyszedł z domu.
Gwar ulicy oddziaływał na niego dziś silniej niż zazwyczaj.
Usiadł w kawiarni, zamówił kawę.
Lubił obserwować ludzi z tej perspektywy.
Przy stoliku na przeciwko dostrzegł kobietę, wydała mu się niezwykle piękna.
Pomyślał, że chciałby podejść, zagadać, dosiąść się.
Kobiety rzadko robiły na nim takie wrażenie.
Zebrał się na odwagę, wstał i ruszył w kierunku jej stolika…

#OśrodekPsychoterapii #Manawa #Minipowieść #PowieśćWOdcinkach #Powrót #Depresja #WalkaZDepresją